niedziela, 8 czerwca 2014

Czy Twój stół jest stabilny? cz.II


Kontynuując temat z części pierwszej, wyjaśniam niniejszym, że marketing sieciowy nie polega na sprzedawaniu czegokolwiek, komukolwiek. To nie jest sprzedaż bezpośrednia! To jest biznes "poleceniowy". Mówiąc krótko, kupujemy produkty lub usługi określonej firmy na swoje potrzeby i polecamy dalej naszym znajomym. To cała filozofia. Czy ktoś tu kogoś zmusza, żeby cokolwiek sprzedawał ? W żadnym wypadku! 

Czy w życiu nie zdarzyło Ci się polecać chleba z jakiejś piekarni, filmu w kinie, dobrego mechanika samochodowego, restauracji itp.? Z pewnością tak, z tą jednak różnicą, że ani piekarz, ani kino, ani mechanik za to Ci nie zapłacili, natomiast firmy działające w oparciu o marketing sieciowy za to Ci zapłacą i to na ogół całkiem nieźle. Oczywiście wszystko zależy od Twojego zaangażowania. 

Działalność w MLM można rozpocząć bez rezygnacji z dotychczasowych zajęć. Wystarczy średnio godzina, dwie zaangażowania codziennie, aby zacząć budować swój biznes, bo pamiętajmy, że jest to normalny biznes, a nie praca z regularną pensją. Od razu również zaznaczam, że nie jest to biznes dla każdego. To biznes dla ludzi proaktywnych, otwartych na kontakty i budowanie relacji z innymi oraz nawiązywanie nowych kontaktów. Stwarza możliwości nieograniczonego rozwoju oraz dochodów. Pracując na etacie na ogół możesz o tym zapomnieć. 

Czy zauważyłeś co robią bogaci ludzie? Ich doba trwa również 24 godziny. Dlaczego zatem są tacy bogaci? Ponieważ budują sieci! Robią dźwignię, która powoduje znaczne przyspieszenie ich biznesu. Mówią wam coś marki takie jak: Biedronka, Tesco, Rossmann, Empik itd.? Znamy prawda? To są właśnie sieci różnych koncernów, które poprzez budowę swojej sieci sprzedaży zwielokrotniają swoje obroty, dochody i w końcu zyski. 

I właśnie identycznie przebiega proces generowania dochodów w marketingu sieciowym. Możesz budować swoją własną sieć, dzięki której, poprzez dźwignię na zespole ludzi, będziesz zwielokrotniać swoje dochody. Oczywiście pod warunkiem, że będziesz robił to z głową i profesjonalnie.  Pomyśl o tym, bo to właśnie, może być Twoja druga noga, która ustabilizuje Twój stół.

Zobacz, różnice poszczególnych źródeł dochodu oraz wady i zalety każdego z nich.

piątek, 6 czerwca 2014

Czy Twój stół jest stabilny? cz.I

Pytanie wcale nie dotyczy branży meblarskiej. To pytanie o dywersyfikację Twoich źródeł dochodu. Jeśli polegasz tylko na dochodach z pracy etatowej lub z biznesu, to masz tylko jedną nogę. Jak myślisz, czy stół z jedną nogą jest stabilny? No właśnie. Co zrobisz, gdy ta jedna, jedyna noga się połamie, albo jakoś nadwyręży? Pewnie dopiero wtedy zaczniesz się gorączkowo rozglądać za inną nogą. Ale zdajesz sobie sprawę, że trochę to potrwa... Wynika to z przekonania, że nic złego przecież się nie wydarzy, albo nie będę się przecież martwił na zapas. Jakoś to będzie...

Informuję Cię, że będzie właśnie jakoś, czyli nie wiadomo jak. Zacznij kopać studnię, zanim zachce Ci się pić. Oznacza to, że powinieneś się nad tym zastanowić natychmiast, zanim będzie za późno. Mianowicie, powinieneś szukać sposobu dostawienia jeszcze przynajmniej jednej nogi. Możesz to zrobić na kilka sposobów. 

Możesz teoretycznie podjąć pracę na drugim etacie lub zainicjować nowy biznes. Pytanie tylko, czy dasz radę pracować np. 16 godzin na dobę ? Moim zdaniem, tylko na krótką metę. Zakładając jeszcze dojazdy i trudności w przemieszczaniu się po zatłoczonych miastach byłoby to nie lada wyzwanie. Nie wspomnę o tym, że rodziny praktycznie nie będziesz widywał (jeśli oczywiście masz rodzinę). Gdzie czas, na załatwienie jakichś spraw, gdzie czas na jakieś zakupy, może czas wolny... Marne szanse. Możesz to zrealizować jedynie poprzez stworzenie jakiejś dźwigni, która zduplikuje Twoje działania.

Takie możliwości daje np. biznes sieciowy (network marketing) lub inaczej Multi Level Marketing lub jeszcze inaczej, franchising osobisty. Wiem, co teraz pomyślałeś. Znowu kolejny nawiedzony próbuje mnie do czegoś zwerbować. Skoro tak uważasz, to oznacza, że miałeś już do czynienia z osobami działąjącym w marketingu sieciowym, które niewłaściwie wytłumaczyły Ci o co w tym chodzi, albo co gorsza, kazali Ci sprzedawać jakieś produkty lub usługi

cdn...


środa, 4 czerwca 2014

Reklama dźwignią handlu

Wyczytałem dziś na portalu biznes.pl, iż w 2018 roku nastąpi rewolucja na rynku reklamy - internet zwycięży z telewizją w wyścigu o reklamodawców. Według raportu firmy doradczej PwC wartość rynku reklamy internetowej w Polsce przekroczy wówczas 4 mld zł i po raz pierwszy będzie on większy niż rynek telewizyjny. 

Wydawałoby się, że nic w tym dziwnego. Jednak kolejne pytanie, jakie trzeba sobie zadać, to czy telewizja jest jeszcze w stanie zaoferować swoim widzom rozrywkę, na jakimś przyzwoitym poziomie, skoro większość audytorium przenosi się do internetu?  Moim zdaniem nie. Po pierwsze oglądanie po kilkanaście razy tych samych filmów i programów, może się znudzić nawet najbardziej wytrawnemu maniakowi  telewizora.  Ludziom o wyższych wymaganiach telewizja nie ma kompletnie nic do zaoferowania, dlatego w ogóle nie oglądają. Od kilku lat możemy obserwować miałkie teleturnieje, słabą publicystykę, lub niezliczone konkursy śpiewacze, w których już trudno się połapać. 

Internet ma tę zaletę, że po pierwsze jest stosunkowo niedrogi w stosunku do jego użyteczności. Telewizja oferuje program, który niekoniecznie chcemy oglądać, a na dodatek jest droższa (pomijając jakieś najtańsze abonamenty za kablówkę lub inne). Poza tym wielu ludzi codziennie przegląda internet w poszukiwaniu informacji, usług lub produktów. W związku z tym rynek reklamy naturalnie się przenosi do internetu. Gdzie ruch, tam reklamodawcy. 

A nawiązując do tematu reklamy, to chcę Wam zarekomendować mBank, którego klientem jestem od dawna, natomiast partnerem od niedawna. Muszę stwierdzić, że miałem przez ostatnie kilkanaście lat (bo tak długo jestem już klientem mBanku) bardzo niewiele okazji do narzekania na działalność mBanku. Oczywiście żaden bank nie jest idealny i zdaję sobie z tego sprawę. Jednakże w swoim życiu korzystałem z usług wielu banków, więc mam jakieś porównanie,  w którym mBank wypada bardzo dobrze. 

Jeśli więc Twój obecny bank zaczął Cię wkurzać, albo jest nieco do tyłu technologicznie, to zapraszam Cię serdecznie do skorzystania z oferty mBanku. Generalnie chodzi o to, żeby oszczędzać czas na wizytach w oddziale, gdzie czeka Cię sterczenie w długiej i wolno posuwającej się kolejce. Do tego jeszcze wcześniej musisz znaleźć miejsce parkingowe i często za nie zapłacić. Inne aspekty takiej mało przyjemnej wizyty już pomijam. Tutaj wszystko robisz przez Internet, łącznie z ustalaniem kodu PIN i limitów na swojej karcie debetowej. Szczegóły po kliknięciu w baner po prawej.

niedziela, 1 czerwca 2014

Praca, a sumienie - sumienie, a gospodarka

Ostatnio głośnym echem odbił się fakt, złożenia przez ponad 3 tysiące pracowników służby zdrowia  25 maja na Jasnej Górze "deklaracji wiary". Dokument ma być wotum dziękczynnym za kanonizację Jana Pawła II i odwołuje się do moralności chrześcijańskiej.

Na dwóch tablicach z Deklaracją Wiary Lekarzy złożonych w częstochowskim zakonie znajdują się zapisy mówiące o tym, że życie i ciało ludzkie jest darem Boga i powinno być nietykalne od poczęcia do naturalnej śmierci. Podpis pod tą deklaracją ma zobowiązywać lekarzy i studentów medycyny do wierności chrześcijańskim zasadom.

Zachodzę w głowę, o co chodzi? Czemu ma służyć ta deklaracja? Czy to poprawi sytuację pacjentów? Czy to zwiększy dostęp do specjalistów? Czy to usprawni działanie systemu? Czy dzięki temu będziemy zdrowsi? Chyba nie! Na pewno nie! To tzw. "bicie piany", tematy zastępcze, cofające nas do średniowiecza.

Co kogo obchodzi czyjeś sumienie? Czy idąc do lekarza interesuje nas jego sumienie? Czy płacimy mu pensję z powodu jego sumienia, moralności, wyznania, itd. czy też za wykonaną pracę? Lekarz ma być przede wszystkim fachowcem i zgodnie ze złożoną przysięgą ma pomagać ludziom, którzy się do niego zgłoszą! Za to bierze PIENIĄDZE !!! Pozostali pracownicy służby zdrowia też dostają pensje !!!

Jeśli ktoś ma problem ze swoim sumieniem wykonując swój zawód, to albo powinien go zmienić, albo zostawić sumienie w domu i nie zajmować się nim w czasie wykonywania swoich obowiązków służbowych. 

Idąc tym tropem myślenia, że życie i ciało ludzkie jest nietykalne od poczęcia, aż do śmierci, należałoby natychmiast zlikwidować całą służbę zdrowia. Zaoszczędzilibyśmy miliardy! Na lekarzach, na administracji, na aptekach, na lekach, na szpitalach, w końcu na urzędnikach. Ile zostałoby nam pieniędzy w kieszeni...

To wydarzenie we współczesnym cywilizowanym świecie jest niespotykane.  Mieszanie kwestii, światopoglądu, wiary i wyznania z pracą i obowiązkami służbowymi nie może prowadzić do niczego dobrego. Takie działanie jest szkodliwe z punktu widzenia interesu pacjenta i podważa zaufanie do zawodu lekarza, a co za tym idzie rodzi negatywne skutki dla finansów osobistych.