sobota, 24 maja 2014

Żyjemy w rzeczywistości ciągłej sprzedaży

Tak, to fragment piosenki zespołu Myslovitz "Mieć czy być". Chociaż większość z nas nie lubi tego słowa "sprzedaż", to jednak towarzyszy nam ona przez całe nasze życie. Zwłaszcza osoby pracujące w sprzedaży dobrze wiedzą, że to ciężka harówa i gonitwa za wyrobieniem limitów, obrotu dla takiej, czy innej firmy itd. Przedstawiciele handlowi mają prowizje od sprzedaży, sprzedawcy w sklepach dwoją się i troją, żeby klient wyszedł z towarem i zostawił właśnie u nich swoje pieniądze.

Wielu ludzi kojarzy sprzedaż z akwizycją, z namolnymi domokrążcami próbującymi "wcisnąć" jakiś towar jak największej liczbie ludzi, z prezentacjami garnków, pościeli, odkurzaczy i wielu innych towarów. I chociaż wielu z nas na takie zabiegi postanowiło się już uodpornić i raczej unikać udziału w takich wydarzeniach, to jednak ta nie lubiana sprzedaż zawsze była, jest i będzie, ponieważ to nieodłączny element gospodarki i naszego życia. Przecież sami jesteśmy towarem na rynku pracy, sami się sprzedajemy potencjalnemu pracodawcy, jeśli idziemy na rozmowę kwalifikacyjną. Sprzedajemy swoje umiejętności, doświadczenie, cechy charakteru, osobowości itd.

Jeśli prowadzimy firmę, to jaki dział jest w niej najważniejszy? Księgowość? Administracja? No nie! Dział sprzedaży i marketingu. Bez tego działu nie byłoby całej reszty. Firmy wydają krocie na reklamę i marketing, aby dotrzeć do jak największej rzeszy klientów i to jest całkiem normalne i oczywiste. Czy Twoim zdaniem, produkt w firmie jest najważniejszy? Oczywiście jest ważny, ale najważniejszy jest PR (Public Relations) marketing i reklama. Weźmy np. sieć restauracji McDonald's. Czy możemy tam zjeść najlepszą kanapkę na świecie? Niekoniecznie. Myślę, że gdybyś się przyłożył, zrobiłbyś zdecydowanie lepszą, zdrowszą i smaczniejszą. Ale komu byś ją sprzedał? Kto by wiedział o tym, że robisz takie świetne kanapki? Bardzo niewielu ludzi, bo masz słaby marketing i nie masz takiej sieci sprzedaży jaką ma wspomniany McDonald's.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku ludzi. Rozmawiałem ostatnio z koleżanką, która poinformowała mnie, że właśnie kończy kolejne (trzecie) studia podyplomowe. Zapytałem, czy coś zmieniły pierwsze i drugie? Stwierdziła, że tak naprawdę niewiele. A dlaczego? Bo prawdopodobnie ma słaby marketing. Czy wśród waszych znajomych jest ktoś kto ma tylko średnie lub nawet zawodowe wykształcenie, a świetnie sobie radzi na rynku pracy lub nawet prowadzi własny biznes? A osoby z kilkoma fakultetami zasilają rzesze bezrobotnych? Z pewnością tak, ja też znam takich ludzi. W tym właśnie rzecz. Kto o tym wie, że jesteś taki świetny, że masz  tyle fakultetów, znasz tyle języków itd.? Trzeba się po prostu bardziej sprzedawać, trzeba dbać o swój marketing osobisty. Ale żeby to zrobić trzeba dbać nie tylko o swój rozwój zawodowy, ale także, a może przede wszystkim o rozwój osobisty, ponieważ sam rozwój zawodowy nie wystarczy.

A zatem nie bójmy się tak tej sprzedaży, bo czy chcemy, czy nie i tak będzie nam ona towarzyszyć do końca naszej zawodowej kariery. Lepiej zainteresujmy się naszym marketingiem osobistym, żeby w końcu nas ktoś zauważył, bo wtedy będziemy mogli realizować nasze plany i marzenia. Nie czekajmy, aż do nas zadzwonią, bo nie zadzwonią.

środa, 21 maja 2014

Co to w ogóle jest wolność finansowa ?

W zasadzie od tego powinienem zacząć... ale jakoś zbyt szybko przeszedłem nad tym do porządku dziennego sądząc, że wszyscy doskonale wiedzą czym się to je. Przepraszam za to niedopatrzenie i niezwłocznie rozwijam temat.

Wolność finansowa oznacza stan, w którym posiadasz aktywa, generujące dochód pasywny, pozwalający na pokrycie wszystkich miesięcznych wydatków i na dodatek zostaje jeszcze spora nadwyżka nad wydatkami. Czyli żyjesz sobie spokojnie, stać Cię właściwie na wszystko o czym marzysz i nie martwisz się o to, co wydarzy się jutro. Tworzysz swój własny, wymarzony styl życia.

Dochód pasywny natomiast, to inaczej mówiąc, dochód bez pracy rozumianej sensu stricte. Czyli moje pieniądze, czy aktywa pracują, bez mojego bezpośredniego udziału. 

AKTYWA to wszystkie dobra inwestycyjne, które wkładają nam pieniądze do kieszeni. Np. posiadam mieszkanie, które wynajmuję i co miesiąc najemca płaci mi odstępne. Albo posiadam samochód, który wynajmuję (taxi, przewóz towarów, osób itd.) albo posiadam akcje spółek giełdowych, które wypłacają dywidendę, lub też prawa autorskie, dzieła sztuki itp.

PASYWA z kolei, to wszystko to, co wyjmuje mi pieniądze z kieszeni. Koszty życia jak np. utrzymanie mieszkania, utrzymanie samochodu, kredyty i inne zobowiązania. 

Bez zrozumienia i zgłębienia tych pojęć nie ma możliwości osiągnięcia wolności finansowej, do której od jakiegoś czasu dążę i mam nadzieję, że Ty też.
Czy nie byłoby wspaniale robić rzeczy, które się lubi i nie martwić się o to, co jutro będzie w pracy, ile problemów, przeszkód do pokonania? O ileż łatwiej byłoby funkcjonować i cieszyć się życiem? 

Pewnie myślisz teraz, że to niemożliwe i taki świat nie istnieje.... Owszem, jeżeli nie ma tego świata w Twojej głowie, to z pewnością nigdy do nie będzie, bo wszystko zaczyna się w głowie. Zaczyna się od marzeń, celów i precyzyjnego planu realizacji, który trzeba stworzyć, żeby to osiągnąć. Ta droga zaczyna się od pierwszego kroku, który trzeba zrobić, żeby dojść tam, gdzie chcesz. Wypełnij formularz po prawej stronie i ruszamy w drogę...

czwartek, 15 maja 2014

Jak bardzo tkwisz w okopach swojej strefy komfortu?

Henry Ford powiedział: Jeśli myślisz, że potrafisz, masz rację. Jeśli myślisz, że nie potrafisz, również masz rację. 
Zastanówmy się nad pewną prawidłowością w życiu wielu ludzi... Ogromna większość społeczeństwa marzy o szczęśliwym życiu, tzn. takim, gdzie na wszystko ich stać, rozwiązują się ich problemy, mają czas i pieniądze, żeby realizować swoje plany i marzenia. Czy aby na pewno? Myślę, że większość tych ludzi chciałaby to wszystko osiągnąć już, zaraz i bez większego wysiłku, a najlepiej trafić szóstkę w totolotka. Tak, to byłoby najłatwiejsze i taką strategię obrała spora grupa chętnych do zdobycia upragnionej fortuny. Jeśli jest to ich jedyna strategia, to niestety jest to bardzo słaba strategia. Pomijając fakt rachunku prawdopodobieństwa wygrania czegokolwiek, to jeśli już padnie ta wielka wygrana, nic z niej po kilku latach nie zostanie. Dlaczego? Powód jest prosty. Brak inteligencji finansowej u większości ludzi. Statystycznie w ok. pięć lat po wielkiej wygranej, człowiek nieedukowany finansowo wraca do poziomu sprzed wygranej, a nierzadko do znacznie gorszego. Posiadanie milionów na koncie jeszcze nie świadczy o bogactwie, ale rodzaj i liczba posiadanych aktywów

No tak, ale w życiu samo się nic nie dzieje. Trzeba się skoncentrować na zbudowaniu tych aktywów. Po pierwsze nie należy liczyć na to, że osiągniemy to poprzez pracę na etacie aż do wieku emerytalnego, który będzie systematycznie wydłużany. Trzeba zrobić coś jeszcze, coś więcej, niż tylko odbębnić swoje osiem godzin. Czy sądzicie, że bogaci ludzie jak np. Jan Kulczyk, Zygmunt Solorz, Bill Gates czy Warren Buffet dorobili się pracując swoje osiem godzin i na tym koniec? Nie! Oni pracowali po kilkanaście godzin, zanim zbudowali swoje firmy, ale mieli i nadal mają określony cel. Wiedzą, czego chcą. A niestety wśród tych, którzy liczą na wygraną w lotto znajduje się większość, która nie ma nawet określonego celu w życiu. Pamiętaj, że i pan Gates i pan Kowalski mają równo po 24 godziny na dobę. Jak je wykorzystają zależy tylko i wyłącznie od nich samych.

Zastanów się, czy papierki z podobiznami sławnych ludzi o różnych nominałach zwane pieniędzmi  same w sobie coś dają? Czy gdybyś miał ich miliony, a nie mógłbyś nic kupić, to czy posiadanie ich miałoby jakikolwiek sens? Przecież pieniądze nie mogą być celem samym w sobie. Celem może być posiadanie np. domu, samochodu, podróżowanie, pomaganie innym itd. Ale jeśli będziesz chciał opuścić swojej strefy komfortu, to nigdy tego nie osiągniesz. Dlatego wstań sprzed tego cholernego telewizora, oderwij się od leżenia na kanapie, od siedzenia na facebooku czy jakichś idiotycznych pudelkach i zacznij robić coś, co zbliży Cię do celu. Bo jeśli teraz będziesz robił trudne rzeczy, to potem będzie Ci znacznie łatwiej, ale jeśli teraz chcesz robić łatwe rzeczy, to później będzie Ci bardzo trudno. Jeśli nie masz jeszcze na tyle motywacji, to obejrzyj ten film.

piątek, 9 maja 2014

Polski system edukacyjny jednym z najlepszych...

W artykule, który dziś przeczytałem  stwierdzono, że mamy (według OECD) drugi najlepszy system edukacyjny na świecie.  Taki wniosek płynie z najnowszej edycji raportu tej organizacji Better Life Index. Choć w klasyfikacji ogólnej zajęliśmy 27 miejsce na 36 państw, to jednak doceniono polski system oświaty. W tym zestawieniu wyprzedziła nas tylko Finlandia, daleko za nami są Szwajcarzy, Amerykanie czy Brytyjczycy. Nie wiem, czy się z tego śmiać, czy też traktować te informacje poważnie...

W takim razie skoro mamy taki świetny system edukacji, skąd tylu bezrobotnych, zwłaszcza wśród młodych ludzi kończących studia, czy inne szkoły ponadpodstawowe ? To, że grupie wiekowej pomiędzy 25 a 34 rokiem życia, co najmniej średnie wykształcenie ma 94 proc. osób (wg średniej OECD to 82 proc.) jeszcze o niczym nie świadczy. Trzeba postawić pytanie, co  Ci ludzie potrafią robić i do czego mogą się przydać przedsiębiorcy ? Z tego co się orientuję, pracodawcy mają duży problem ze znalezieniem fachowców do pracy. Skoro jest tak świetnie, to dlaczego jest tak źle ? Odpowiedź chyba jest oczywista. Nasz rzekomo wspaniały system edukacji uczy teorii zamiast praktyki. Co więcej ta teoria jest mocno nieaktualna. Wykładowcy przyklejeni do książki sprzed 30 lat próbują studentów nauczyć czegoś, co już dawno nie istnieje. Rzeczywistość zwłaszcza w branży IT czy nowoczesnych technologii zmienia się w takim tempie, że trzeba być bardzo na bieżąco, żeby nadążyć za wszelkiego rodzaju nowinkami. W mojej ocenie ten nasz "wspaniały" system mocno kuleje. Wykładowcami powinni być ludzie, którzy robią praktyczne rzeczy i są fachowcami w swojej branży, a nie profesorowie, którzy tylko o tym przeczytali w takiej, czy innej pozycji książkowej. 

Sam kilka lat temu wybrałem się na studia podyplomowe (kierunek logistyka). Po pierwszym semestrze napisałem list do władz uczelni, że w związku z rażąco niskim poziomem nauczania rezygnuję z kontynuowania tychże studiów. Myślę, że 80 proc. wiedzy którą próbowali przekazać wykładowcy była mi już znana. Straciłem 1600 zł, ale nie straciłem następnych 1600 zł. Uczelnie stały się maszynką do robienia pieniędzy, dając niewiele w zamian. Sądzę, że bardziej wartościowe są kursy specjalistyczne, niestety często droższe niż cały rok na studiach podyplomowych. Przynajmniej tam można się czegoś praktycznego nauczyć, w zdecydowanie krótszym czasie i z lepszymi rezultatami. 

Postawmy się w roli przedsiębiorcy. Czy chcielibyście mieć pracownika po 3 fakultetach, który nie potrafi  nic zrobić i trzeba poświęcić mu mnóstwo czasu i energii, żeby go czegoś nauczyć ? Czy też takiego który nie świeci dyplomami różnych uczelni, ale za to wchodzi i pracuje, bo wie jak ? No właśnie.... już wiem co wybraliście...

poniedziałek, 5 maja 2014

Chcesz pracować ciężko na swoje pieniądze, czy pozwolisz im też pracować ?

Skończył się kilkudniowy czas odpoczynku i nadszedł ten smutny dla niektórych z nas dzień, w którym musieli zjawić się rano w pracy lub w firmie. Piszę dla niektórych, ponieważ są ludzie, którzy idą do pracy bo lubią, ale wcale nie muszą. Tak moi drodzy, są tacy ludzie na tym świecie. Oni w zasadzie pracować już nie muszą, ale chcą, bo lubią lub mają takie powołanie. Tacy ludzie są często rentierami, którzy żyją z dochodu pasywnego, który generują ich aktywa.

Stąd moje pytanie w tytule. Większość ludzi na świecie pracuje bo musi, a nie dlatego, że chce. Czy uważacie, że tylko człowiek pracuje? Nie! Pieniądze też pracują. Jednak, aby pieniądze pracowały powinniśmy je oszczędzać i inwestować, a nie wydawać. Oczywiście życie kosztuje i część naszych zarobionych pieniędzy chcąc, nie chcąc wydajemy, ale spróbujmy to kontrolować. Dla niektórych ludzi jest do duży problem. Większość żyje od pierwszego do pierwszego bez specjalnego zastanawiania się, na co wydają swoje ciężko zarobione pieniądze. Może się okazać, że wydają na rzeczy nie do końca do życia potrzebne. Zauważcie, że w rodzinach korzystających z pomocy społecznej nie może zabraknąć telewizora LCD lub plazmy co najmniej 40 cali. Nie może również zabraknąć papierosów i alkoholu. To pewna reguła, która funkcjonuje od lat. Nie jest to oczywiście wina tych ludzi. To jest wina braku edukacji oraz systemu opieki społecznej w Polsce.

Niestety w naszym kraju jest tak, że płaci się za to, żeby ludzie nie pracowali dając im wszelkiej maści zasiłki, a karze się wysokimi podatkami ludzi, którzy pracują. W takiej sytuacji łatwiej jest oczywiście nie pracować, wyciągając rękę do państwa i żyć na zasadzie "jakoś to będzie". Problem w tym, że nie będzie. Wyjście z tej sytuacji jest jedno. Całkowita likwidacja zasiłków w zamian za regulowanie pewnych opłat przez opiekę społeczną np. opłaty za czynsz, czy media. Ludzie muszą zostać zmotywowani do aktywności, do pracy takiej, czy innej, ale jednak pracy. W przeciwnym wypadku problem będzie się pogłębiał.

Niewielu ludzi tak naprawdę wie, że pieniądze tez mogą pracować. Ale skąd mają wiedzieć, skoro nikt ich tego nie nauczył i nadal nie uczy. Edukacja szkolna jest pod tym względem niewystarczająca. Właściwie w ogóle jej nie ma. W domu rodzinnym też nikt na ten temat nie mówi. A zatem, większość ludzi programowana jest na szukanie pracy, zarabianie jakichś pieniędzy i wydawanie wszystkiego na bieżące potrzeby. O inwestowaniu ani słowa. Nie dziwi zatem fakt, iż większość oszczędności ludzie trzymają w banku na lokacie. Po prostu nie znają innych instrumentów inwestycyjnych. Nie interesują się tym, a także boją się nowych tematów, a przede wszystkim ryzyka. Ale całe życie to jedno wielkie ryzyko. W każdym razie pamiętajcie, że nie samą pracą człowiek żyje...

środa, 30 kwietnia 2014

Przed nami dłuuuugi weekend. Jak wykorzystamy ten czas ?

Taaak, wielu z utęsknieniem wyczekiwało tego momentu, kiedy bez zbytniego angażowania urlopu będą mogli się pobyczyć przez całe 4 dni. Wielu z was gdzie wyjedzie, inni nadrobią zaległości w domowych lub działkowych porządkach, jeszcze inni będę leżeć brzuchem do góry i oglądać telewizję przez kilka lub kilkanaście godzin. Oczywiście każdy ma prawo do spędzania wolnego czasu zgodnie z własnymi preferencjami.

Jednakże chcąc być wolnym finansowo nie można tak całkiem wyłączyć się z jakiejkolwiek aktywności. Wielu ludzi narzeka na swoją sytuację finansową, ale nie robi nic by ją zmienić. Nie szuka możliwości zajęcia się czymś dodatkowo w celu wygenerowania dodatkowych dochodów, które poprawiłyby jego sytuację. Statystyczny Polak spędza ok. 4 godziny dziennie na oglądaniu telewizji, w której i tak coraz trudniej obejrzeć coś ciekawego. Generalnie telewizja jest największym złodziejem czasu. Nieustannie powtarzane filmy i programy, przeplatane niezliczoną ilością reklam stanowią z całą pewnością ponad 90% czasu antenowego. Czy nadal chcecie za to płacić i na dodatek tracić swój cenny czas? Czas jest dobrem, którego nie można kupić. Czas który minął, już nigdy nie wróci - jest stracony! Pytanie tylko jak go wykorzystaliśmy?

Ponad 60% Polaków w ciągu ostatniego roku nie przeczytała ani jednej książki, a liczba czytelników aktywnych (którzy przeczytali więcej niż 6 książek) stanowi zaledwie 11%. A czytanie książek to wiedza, której nikt nam nie odbierze. Poszerzanie wiedzy, może przyczynić się do poprawy naszej sytuacji finansowej oraz do naszego osobistego rozwoju. Bo poza rozwojem zawodowym istotny jest także rozwój osobisty. Jak myślicie łatwiej znajdzie zajęcie osoba która ma większą, czy mniejszą wiedzę w jakiejś materii? Pytanie chyba jest retoryczne... Dlaczego więc, raczymy się rozrywką dla ubogich, czyli telewizją? Ktoś powie, bo jest najtańsza. Ale czy na pewno? Policzmy ile kosztuje zakup telewizora, zakup dekodera wraz z abonamentem, zużycie energii elektrycznej przez telewizor i zmarnowany czas. Za przeciętny abonament ok. 60 zł można kupić dwie lub trzy książki, nie liczę już pozostałych kosztów.

Osoby które odpoczywają aktywnie, biegają, spacerują po lesie, pływają czy co tam jeszcze robią, są w zdecydowanie lepszej sytuacji. Oni przynajmniej się ruszają i zmuszają organizm do pozytywnego wysiłku fizycznego, a to bardzo ważna sprawa. Wszak znamy powiedzenie "w zdrowym ciele, zdrowy duch". Wielu ludzi prowadzi siedzący tryb życia, pracują przy biurku, później wsiadają do samochodu, następnie siadają przed telewizorem. Dodając do tego niewłaściwe nawyki żywieniowe mamy gotową katastrofę, a choroby to dodatkowe wydatki, stracony czas w kolejkach do lekarzy itd. Poza tym wyjdźmy do ludzi, wyjdźmy z domu i spotkajmy się ze znajomymi, przyjaciółki czy z rodziną. Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy nie było ery smartfonów, facebooka i internetu ludzie spotykali się częściej i bardziej aktywnie spędzali czas wolny. Dziś zamykamy się w czterech ścianach z laptopem na kolanach i nie mamy na nic czasu. Organizacja i zarządzanie czasem jest niezwykle istotne, bez tego nigdy nie osiągniemy wolności finansowej, a chyba nie chcecie pracować do 67 lat? później do 70, a jeszcze później do śmierci, bo to de facto nas czeka, tylko jeszcze wielu z was o tym nie wie.

Miłego Weekendu ! :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Poświąteczne refleksje o zakupach

Witam po świętach. Wszyscy z wielką radością wróciliśmy do swoich codziennych zajęć :), ale jeszcze tydzień temu szturmowaliśmy sklepy, żeby się obkupić. Zastanawia mnie tłum ludzi na zakupach z powodu dwóch wolnych dni. Czy to nie jest przypadkiem tak, że kupujemy jakby za chwilę miała wybuchnąć wojna? Można oczywiście brać sobie do serca aktualną sytuację na Ukrainie, ale trochę chyba przesadzamy z ilością kupowanego towaru na 3 dni... Zresztą dotyczy to nie tylko Świąt Wielkanocnych ale i Bożego Narodzenia. A podobno taka bieda w tym kraju...

Myślę, że jesteśmy tak napędzani reklamami, że nie potrafimy już racjonalnie myśleć o zakupach. Można oczywiście się legalnie napchać przez 3 dni, bo to przecież Święta i tak to sobie tłumaczymy, uzasadniamy i się rozgrzeszamy. Po czym spoglądamy do portfela lub na konto, a tam jakby przeszło tornado. Wtedy się zastanawiamy gdzie są nasze pieniądze? Część jedzenia oczywiście zmarnujemy, bo pewnie po kilku dniach jeśli coś zostanie, no to nie jest zbyt świeże. Są też tacy, którzy wyznają zasadę "lepiej się rozchorować, niż miałoby się zmarnować" no ale to już ich wybór. Co gorsza niektórzy wpadli na pomysł wzięcia pożyczki na święta, co już jest totalną ignorancją finansową i prowadzi do katastrofy w dłuższej perspektywie. Generalnie wydajemy zdecydowanie za dużo, nieadekwatnie do potrzeb. To tyle o świętach i wydatkach.

Chciałbym jeszcze nawiązać do komentarza Antoniego w kwestii porównania etatu z działalnością gospodarczą. Oczywiście jak Antoni słusznie zauważył, prowadzenie działalności wcale nie jest proste i łatwe. Bardziej jednak chodziło mi o kwestie podatkowe. Wiadomo nie od dziś, że trzeba mieć zdrowie, cierpliwość i żelazne nerwy, żeby prowadzić w Polsce firmę, bo kłód pod nogami mnóstwo, jednak przedsiębiorca ma pewne możliwości związane z zaliczeniem w koszty wydatków, których osoba pracująca na etacie zwyczajnie nie ma.

Co więcej, niedawno podwyższono płacę minimalną do 1680 zł, za czym głośno krzyczeli swego czasu panowie związkowcy. W ich mniemaniu miało to poprawić sytuację najmniej zarabiających, w efekcie jednak prowadzi to tylko do zwolnień i do wzrostu liczby umów tzw. śmieciowych. Niestety jak się nie ma pojęcia o ekonomii to tak to się kończy. Płaca minimalna w ogóle nie powinna być ustalona. Może to być umowa pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Podobnie rzecz ma się z godzinami pracy, urlopami itd. Wprowadzanie na siłę płacy minimalnej pogarsza sytuację pracowników, ponieważ praca zwłaszcza nisko kwalifikowana nie jest nawet warta tyle ile wynosi płaca minimalna. Dochodzi do sytuacji kiedy osoby mające już jakiś staż pracy w firmie zarabiają np. 2000 zł, a nowo zatrudniana osoba 1680 zł. Czasem osoby pracujące dłużej nie dostają podwyżek bo pracodawcy na to nie stać, a zatrudniając nową osobę, musi jej zapłacić min. 1680 zł, więc często nie zatrudnia w ogóle, albo zatrudnia na pół etatu, a resztę płaci "pod stołem". No niestety na akcję zawsze jest reakcja, ale ekonomiczni ignoranci głoszą swoje populistyczne hasła, a ciemny lud to kupuje.